Polecane artykuły

Repertuar w kadrze. Więź – recenzja filmu „Powiernik królowej”

19.09.2017 11:28:06

Lubisz? Udostępnij!

Czasem przypadkowe spotkanie dwojga ludzi staje się początkiem niezwykłej relacji, wymykającej się wszelkim schematom. Tak z pewnością było w przypadku przyjaźni, która połączyła Królową Wiktorię z hinduskim urzędnikiem więziennym, Abdulem Karimem. Dzieje tej znajomości opowiada Stephen Frears w filmie „Powiernik Królowej”.

 

Historia Hindusa, który z przypadkowego uczestnika ceremonii królewskiego jubileuszu stał się jednym z najbardziej zaufanych sług monarchini (a także „Munshim”, czyli jej duchowym przewodnikiem), do dziś zdumiewa i intryguje. Nic zatem dziwnego, że okazał się to świetny materiał na film kostiumowy, nasuwający nieco skojarzenia z oskarowym „Jak zostać królem” z 2010 roku.

 

„Powiernik Królowej” to słodko-gorzka opowieść, momentami ironiczna, momentami zabawna, ale przede wszystkim wzruszająca swą autentycznością. Dzieje się tak w dużej mierze dzięki rewelacyjnej grze aktorskiej. Ukłony należą się tu głównie Judi Dench, która po raz kolejny (po „Jej wysokości Pani Brown”) w mistrzowski sposób wciela się w postać królowej. Wiktoria jest tu starszą, zmęczoną życiem kobietą, świadomą, że tak naprawdę niewiele już od niej zależy. Przeciwieństwem tak skonstruowanej bohaterki staje się jej powiernik (w tej roli Ali Fazal) – młodzieniec przeświadczony, że życie jest jedną wielką przygodą. Choć oryginalny tytuł filmu („Victoria and Abdul”) sugeruje, że postacie te potraktowane zostaną z równą uwagą, to jednak pierwsze skrzypce zdecydowanie należą do Królowej. To jej postać skupia cały dramatyzm, dochodzący do głosu w drugiej części tej historii. Abdul momentami wydaje się bardziej obserwatorem niż pierwszoplanowym bohaterem.

Dużymi zaletami filmu są piękne zdjęcia oraz perfekcyjne oddanie atmosfery epoki. „Powiernik Królowej” w centrum uwagi stawia bowiem nie tylko Wiktorię, ale i całą monarchię, ze szczególnym uwzględnieniem środowiska brytyjskiego dworu. Nie jest to jednak rozliczenie z okresem kolonialnym czy współczesnym zachodnim spojrzeniem na Orient bądź świat Islamu (choć i taki potencjał skrywa ta historia). Najnowsza produkcja Stephena Frearsa stanowi lekką (momentami wręcz nieco naiwną), niezobowiązującą opowieść o przyjaźni dwojga zupełnie nieprzystających do siebie ludzi, uwikłanych w bieg historii.

Ocena:   8/10








Barbara Englender  

0 0

Lubisz? Udostępnij!

Zobacz także: