Polecane artykuły

Repertuar w kadrze. W poszukiwaniu człowieka – recenzja filmu „Blade Runner 2049”

09.10.2017 13:31:46

Lubisz? Udostępnij!

Są filmy, których kontynuacje mogą być tylko wielkim sukcesem lub wielką porażką. Jednym z takich obrazów jest „Łowca androidów” z 1982 roku. Twórcy jego sequela – w polskiej dystrybucji funkcjonującego tym razem jako „Blade Runner 2049” – musieli zmierzyć się z prawdziwą legendą. Z tej potyczki wyszli jednak obronną ręką.

Akcja „Blade Runnera” Denisa Villeneuve rozpoczyna się 30 lat po wydarzeniach, jakie można było śledzić w pierwszej części „Łowcy...”. Starsze modele „replikantów” – maszyn do „zadań specjalnych” – są systematycznie unicestwiane przez ich młodsze wersje. Do nowej generacji należy K. Podczas jednej z misji przypadkowo trafia na ślad tajemnicy z przeszłości, której ujawnienie może oznaczać kres ustalonego ładu.

W „Blade Runnerze” naprzeciw siebie stają nie tylko dwa pokolenia „łowców”, ale i znakomici reprezentanci dwóch pokoleń aktorskich: Harrison Ford (odtwórca głównej roli w produkcji z 1982 roku) i Ryan Gosling. To kinowe spotkanie – tak eksponowane zresztą na plakatach – jest jedną z głównych zalet filmu i prawdziwym magnesem, przyciągającym widzów (choć za sprawą scenariusza pierwsze skrzypce zdecydowanie gra tu Gosling). Świetnie sprawują się również aktorzy drugoplanowi: Ana de Armas, Robin Wright czy Mackenzie Davis. Ich powściągliwa gra idealnie wpisuje się w obraną przez Villeneuve konwencję: kina zdystansowanego, chłodnego, a zarazem nieustannie trzymającego w napięciu.

Reżyser nie boi się poświęcić tempa akcji dla wyeksponowania budowanego nastroju. „Blade Runner” to film oferujący nie tyle brawurowe efekty specjalne (choć warstwa wizualna filmu stoi na naprawdę znakomitym poziomie), co przede wszystkim przekonującą, a przy tym do głębi pesymistyczną, wizję świata. Świata, w którym granice między tym, co ludzkie, a tym, co przynależne do świata maszyn, dawno się zatarły; gdzie nie obowiązują już żadne reguły. W tej posthumanistycznej rzeczywistości najważniejszym wyzwaniem staje się próba odnalezienia tego, co jeszcze jest realne...

Sequel „Łowcy androidów” – mimo pewnej schematyczności scenariusza – to jeden z najlepszych filmów science-fiction ostatnich lat. Nie mami kolorowymi wizualizacjami wybuchów, serwuje za to kino porządne w każdym calu: przyciągające świetnym aktorstwem, zachwycające obrazem i poruszające kreowaną wizją.

Ocena:  8/10








Barbara Englender  


0 0

Lubisz? Udostępnij!

Zobacz także: