Polecane artykuły

Repertuar w kadrze. W nie-wesołym miasteczku – recenzja filmu „Na karuzeli życia”

04.12.2017 13:22:18

Lubisz? Udostępnij!

Woody Allen przyzwyczaił widzów do tworzenia filmów z zadziwiającą regularnością. W najnowszej swej produkcji, zatytułowanej „Na karuzeli życia”, znów przenosi nas w magiczny świat lat 50-tych.

I to właśnie ta atmosfera jest największą zaletą kolejnego filmu twórcy „Vicky Cristina Barcelona”. „Na karuzeli...” to przede wszystkim obrazek, portretujący życie na amerykańskim wybrzeżu, toczące się w cieniu wielkiego wesołego miasteczka, w „złotych czasach” radia. I choć jego ogólna wymowa jest dość pesymistyczna (przynajmniej w tym zakresie, w jakim Allen przygląda się ludzkiej psychice), świat ten z dzisiejszej perspektywy okazuje się niezwykle pociągający…

Mieszkańcami Coney Island są Humpty, pracujący przy obsłudze karuzeli, i Ginny – niegdyś aktorka, dziś kelnerka w podrzędnej knajpce. Ich życie dalekie jest od ideału: małżeństwo ledwie wiąże koniec z końcem, a Humpty próbuje zerwać z nałogiem alkoholowym. Dodatkowej zgryzoty przysparza im Richie – chłopiec w wyraźny sposób fascynujący się ogniem. W ten zamknięty od lat układ włączają się: córka mężczyzny, przybywająca do miasta, by schronić się przed mafią, oraz Mickey – przystojny ratownik, aspirujący do roli dramatopisarza, który rozbudza w Ginny od dawna zapomniane marzenia.

Tak zarysowana fabuła skrywa w sobie potencjał przejmującej opowieści o niespełnieniu i niemożności pogodzenia się z własnym losem. Tak się jednak nie dzieje. Mimo ciekawego (i bardzo „Allenowskiego”) pomysłu na opowiedzenie tej historii, scenariusz momentami grzęźnie na mieliznach, a perypetie bohaterów nie wywołują spodziewanych emocji.

Najnowszy film Woody'ego Allena ratuje jednak wspominana atmosfera, podsycana za pomocą genialnych zdjęć Vittorio Storaro i świetnie dobranej muzyki. Jego zaletą jest również gra aktorska. W rolę Ginny wciela się fenomenalna Kate Winslet. Na ekranie zobaczymy również Juno Temple (Carolina) i Jima Belushi (Humpty), a także zaskakująco dobrego Justina Timberlake'a. „Na karuzeli życia” to film który – mimo średniej fabuły – potrafi oczarować widzów.

Najnowsza produkcja Allena nie jest, jak można usłyszeć w zwiastunie, „najwspanialszym filmem w karierze” tego reżysera. To obraz zbliżony poziomem raczej do ubiegłorocznej „Śmietanki towarzyskiej” niz „Blue Jasmine” z 2013 roku. Jest to jednak wciąż dobre kinowe rzemiosło, które – tylko i aż – przyjemnie się ogląda.

Ocena:  8/10








Barbara Englender  


0 1

Lubisz? Udostępnij!

Zobacz także: