Polecane artykuły

Repertuar w kadrze. Tabloid na ekranie – recenzja filmu „Botoks”

02.10.2017 09:24:19

Lubisz? Udostępnij!

Łapówki, tuszowanie błędów medycznych czy przekręty w koncernach farmaceutycznych — Patryk Vega w swym najnowszym filmie postanowił sportretować największe patologie służby zdrowia. Zamiast przyczynku do rzetelnej dyskusji czy wstrząsającego thrillera otrzymujemy jednak tylko zlepek sensacyjnych, tabloidowych historii.

 

Czegóż tutaj nie ma? Są aborcje, źle prowadzone porody, operacje plastyczne wykonywane przez laryngologów, pijany personel... Jest nawet stosunek z psem. Jak z takich tematów stworzyć nudny film? To wie tylko Vega. Z pewnością „pomogła” mu w tym obrana konwencja. „Botoksowi” wyraźnie brak konsekwentnie prowadzonej fabuły. Jest to właściwie zlepek luźno powiązanych ze sobą scen, poprzetykanych widokami Warszawy z lotu ptaka (gdyby je usunąć, seans skróciły się prawdopodobnie o jedną trzecią). Film stanowi to najlepszy dowód na to, że epatowanie brutalnością i wulgaryzmami nie zmieni telenoweli w mocne kino.

 

Opowiadane przez „Botoks” pierwszoplanowe historie są w gruncie rzeczy bardzo proste. Jedna z bohaterek – ginekolog specjalizująca się w aborcjach – na skutek własnej ciąży doznaje „nawrócenia”, wchodząc tym samym w konflikt z przełożonymi. Inna, po burzliwym rozstaniu z mężem, szuka pocieszenia w badaniach prowadzonych na pograniczu medycyny estetycznej i seksuologii. Kolejna, w wyniku tragicznego wypadku motocyklowego, uzależnia się od opioidów. W teorii bardzo wiele się tu dzieje, w praktyce — zupełnie nic. Główne wątki filmu są do bólu przewidywalne, pełno w nich luk i przeoczeń, a w większości przypadków pogarsza sytuację dodatkowo czarny humor. Nowy film Vegi zdaje się więc niezamierzoną autoparodią.

Jeśli jednak szukać jakichkolwiek zalet tej produkcji, byłaby to obsada. Na ekranie zobaczyć można Agnieszkę Dygant, Grażynę Szapołowską, Olgę Bołądź i Janusza Chabiora. Tajemnicą twórców filmu pozostanie, jak udało im się zaprosić skądinąd dobrych aktorów do tego projektu. Gra aktorska „Botoksu” jednak nie ratuje, bo i, po prawdzie, nie ma tutaj czego ratować. Rzekoma bezkompromisowość Vegi okazuje się w tym wypadku czystym populizmem. Film przyciąga bulwersującymi historiami, nie bacząc ani na finalną wymowę powstałego obrazu, ani też na jego „artystyczną” jakość.

„Leczenie grozi śmiercią” — głosi hasło reklamowe „Botoksu”. Produkcja ta dowodzi, że również wizyta w kinie może zakończyć się uszczerbkiem na zdrowiu.

Ocena:  2/10








Barbara Englender  


0 0

Lubisz? Udostępnij!

Zobacz także: