Polecane artykuły

Repertuar w kadrze. Sypiając z księciem. Recenzja filmu „Nowe oblicze Greya”

12.02.2018 08:43:40
Tagi: Nowe oblicze Greya, filmy o Greyu, recenzja filmu, plakat, zapowiedź, 50 twarzy Greya, sequel, trylogia, E.L. James, trzecia część Greya,

Lubisz? Udostępnij!

„Każda baśń ma swoją ciemną stronę” – tym hasłem reklamowany był sequel „50 twarzy Greya”. Najnowsza część trylogii opartej na hicie E.L. James to dowód na to, że nie każda baśń warta jest poznania.

Podobno gdyby kobiety tworzyły filmy pornograficzne, wszystkie kończyłyby się ślubem. Na takie zapotrzebowanie odpowiada „Nowe oblicze Greya” – produkcja, która od ślubu właśnie się zaczyna. Trzecia część opowieści o pikantnej relacji łączącej nieśmiałą (i wiecznie zdziwioną!) redaktorkę Anastazję (Dakota Johnson) oraz opryskliwego, ale przystojnego miliardera (Jamie Dornan w roli tytułowej) to nudnawy i przewidywalny Harlequin, doprawiony szczyptą nieco ostrzejszego erotyzmu.

 

Plakat filmu Nowe oblicze Greya

Nie jest tajemnicą, że filmy bazujące na prozie E.L. James to w rzeczywistości bajki dla dorosłych. Choć w trylogii ważną rolę odgrywa erotyka spod znaku sado-maso, historia ta nie jest niczym innym, jak trawestacją opowieści o Kopciuszku. Z tą tylko małą różnicą, że książę, prócz prywatnych jachtów, helikopterów i limuzyn, posiada również „pokój zabaw” z rozmaitymi erotycznymi gadżetami. „Nowe oblicze Greya” – jeśli pominąć niezbyt finezyjnie zrealizowany wątek seksualny – to opowieść do gruntu konserwatywna, bazująca na najbardziej prymitywnych stereotypach (by wspomnieć choćby scenę, w której Christian próbuje przygotować posiłek). E.L. James swój sukces zawdzięcza głównie temu, że świat przez nią wykreowany to idealna materializacja snów i aspiracji kobiet przynależących do klasy średniej.

 

Recenzja filmu Nowe oblicze Greya

Choć i aktorstwo, i reżyseria nie stoją tu na jakimś rewelacyjnym poziomie, to zdecydowanie najsłabszą stroną „Nowego oblicza Greya” jest jego scenariusz. Twórcy obiecują co prawda wątek sensacyjny, jest on jednak już od samego początku konsekwentnie spychany na margines, ustępując miejsca luźnemu zbitkowi scenek z życia małżeńskiego państwa Greyów. Niestety, mimo nieudolnych prób budowania atmosfery zagrożenia, w filmie naprawdę niewiele się dzieje. Ukryty przez większą część opowieści czarny charakter wprowadza zwroty akcji niczym z niskobudżetowej telenoweli, a całość dodatkowo pogrąża jednowymiarowość prezentowanych postaci. „Nowe oblicze Greya” – nie inaczej jak pozostałe części cyklu – to mdława historyjka o niczym, opowiedziana za pomocą fatalnych (naprawdę fatalnych!) dialogów.

Najnowsza część opowieści o Christianie Greyu ma tylko jedną niezaprzeczalną zaletę – jeśli ufać producentom, jest to ostatnia część serii. Choć w wypadku tak kasowych produkcji niczego, niestety, nie można być pewnym...


Ocena:  2/10









Barbara Englender  


Lubisz? Udostępnij!

Zobacz także: