Polecane artykuły

Repertuar w kadrze. Prawo matki – recenzja filmu „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”

05.02.2018 08:47:41
Tagi: Trzy billboardy za Ebbing Missouri, recenzja filmu, recenzja, film, Martin McDonagh, nominacja do Oscara, nowości kinowe, premiera filmu,

Lubisz? Udostępnij!

Trzymający w napięciu, zaskakujący i znakomicie zagrany — tak w największym skrócie prezentuje się film „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”. Najnowsza produkcja Martina McDonagha jest jednym z tegorocznych oscarowych pewniaków.

„Trzy billboardy...” to coś więcej niż dramat psychologiczny, więcej niż kryminał i zdecydowanie więcej niż czarna komedia. Przy całej swej lekkości i autoironii , uzyskanej choćby za pomocą świetnego wykorzystania atmosfery westernu, jest to film aż gęsty od trudnych tematów i dramatycznych wydarzeń. Połączenie tych dwóch – wydawałoby się zupełnie do siebie nieprzystających – kinowych światów przyniosło w tym wypadku rewelacyjny efekt.

 

Plakat filmu „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”

Tytułowe Ebbing jest niewielkim amerykańskim miasteczkiem. Przy prowadzącej do niego podrzędnej drodze stoją trzy zapomniane billboardy, po raz ostatni wykorzystywane w latach osiemdziesiątych. To one staną się bronią w rękach Mildred Hayes, od miesięcy bezskutecznie oczekującej ukarania sprawców okrutnego gwałtu i morderstwa córki. Wynajęcie billboardów jest ostatecznym krzykiem rozpaczy, a zarazem aktem desperacji, który zmieni historię całego miasteczka.

 

Recenzja filmu „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”

W jednej z pierwszych scen filmu Mildred ratuje przewróconego na plecy niewielkiego żuka. W metaforze tej idealnie zawiera się fabuła „Trzech billboardów...” – opowieści nie tylko o próbie radzenia sobie z traumą, ale i wewnętrznej walce dobra ze złem. Sposób konstrukcji głównej bohaterki, stającej samej przeciwko wszystkim, nasuwa skojarzenia z ubiegłorocznym „Pokotem” Agnieszki Holland. „Trzy billboardy...” to jednak film plasujący się o klasę wyżej. O ile bowiem Holland ugrzęzła w dydaktyzmie i publicystycznej doraźności, o tyle film Martina McDonagha zachwyca swoją świeżością, dobitnie przy tym pokazując, że świat wcale nie jest czarno-biały. Losy mieszkańców miasteczka przypominają tu ustawione w rzędzie kostki domina. Sposób zarysowania istniejących między nimi powiązań – niebanalnych, a często wręcz zaskakujących – stanowi jedną z największych zalet „Trzech billboardów...”.

 

Rewelacyjny scenariusz i naprawdę świetnie napisane dialogi idą tu w parze z genialną grą aktorską. Frances McDormand, jako Mildred, daje prawdziwy popis swoich możliwości. Tak jak w fabule nie ma nieudanych wątków, tak i w samym filmie próżno szukać słabszych ról. W pamięć zapadają nie tylko odtwórcy postaci pierwszoplanowych (oprócz McDormand zobaczymy tu również Woody'ego Harrelsona czy Sama Rockwella), ale i aktorzy drugiego czy nawet trzeciego planu: jak choćby John Hawkes, Peter Dinklage, Samara Weaving czy Lucas Hedges. „Trzy billboardy...” są produkcją dopracowaną w każdym calu.

4 Złote Globy, 7 nominacji do Oscarów, 9 nominacji do BAFTY i nagroda festiwalu w Wenecji – tak w uproszczeniu prezentują się w tej chwili statystyki „Trzech billboardów”. Film Martina McDonagha to jedna z najlepszych premier tego sezonu. Wizyta w kinie obowiązkowa!

Ocena:  10/10








Barbara Englender  


0 2

Lubisz? Udostępnij!

Zobacz także: