Polecane artykuły

Repertuar w kadrze. Jack Sparrow znów na fali – recenzja filmu „Piraci z Karaibów. Zemsta Salazara”

29.05.2017 11:35:06

Lubisz? Udostępnij!

Najsympatyczniejszy (a zarazem najbardziej krnąbrny i lekkomyślny) korsarz powraca. Kapitan Jack Sparrow w nowej części „Piratów z Karaibów” wyrusza na poszukiwanie legendarnego Trójzębu Posejdona. A przy okazji musi stanąć oko w oko z tymi, którzy chcą wyrównać dawne rachunki.

 

„Piraci...” to już wręcz klasyka filmów przygodowych (pierwsza część opowieści powstała prawie 15 lat temu). Do znaków rozpoznawczych serii należą porywająca akcja, wydarzenia mrożące krew w żyłach i... charyzmatyczna postać Kapitana Sparrowa właśnie. Nie inaczej jest w „Zemście Salazara”. Film co prawda wprowadza dwoje nowych bohaterów: astronomkę Carinę Smyth (w tej roli Kaya Scodelario) i Henry'ego Turnera (Brenton Thwaites), próbującego za wszelką cenę uratować ojca zaklętego na pokładzie Latającego Holendra. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że są oni przede wszystkim echem postaci z poprzednich części, a ich historie – zbiorem klisz kina przygodowego. Choć „Zemsta Salazara” proponuje w teorii trzy równoprawne wątki, główny ciężar filmu spoczywa na barkach Sparrowa.

 

Ten zaś w najnowszej części „Piratów...” stacza się na samo dno. Nie jest już tylko lekkoduchem lubiącym od czasu do czasu zajrzeć do butelki. To człowiek z problemami – tak wielkimi, że momentami staje się karykaturą samego siebie. Trudno ocenić, na ile to efekt zamierzony, na ile natomiast wynik przesadzonej gry Johnny'ego Deppa, który wszystkie cechy charakterystyczne swej postaci doprowadza do granic absurdu.

 

Nawet w takim stanie Sparrow potrafi rzucić się jednak w wir przygód. Morskie potyczki przeniesione zostają na ekran z prawdziwym rozmachem. Rewelacyjnie wypadają efekty specjalne i animacje (by wspomnieć choćby sposób zaprezentowania umarłych, ścigających Sparrowa pod wodzą tytułowego Salazara). Choć film „rozkręca się” stosunkowo długo (początek należy do jego najsłabszych punktów), to jednak summa summarum trzyma świetne tempo. Awantura goni awanturę, a widz nie ma czasu, by zastanowić się nad tym, czy wszystkie sceny aby na pewno są logiczne i prawdopodobne. Taki urok tej serii.

W „Zemście Salazara” dostajemy to, za co ludzie pokochali „Piratów z Karaibów”: zwariowaną akcję i jeszcze więcej Jacka Sparrowa. Można się zżymać, że wszystko to już było, można jednak również dać się porwać tej przygodzie...








Barbara Englender  

0 11

Lubisz? Udostępnij!

Zobacz także: